top of page
  • Zdjęcie autoraWitek

Rekin, łódź i małe ziarno

Bywa, że czasami czujemy się nieadekwatnie w konkretnej sytuacji. Wszyscy zastanawialiśmy się, czy nasze najlepsze bywa wystarczająco dobre.



Łatwo możemy popaść w przygnębienie lub zniechęcenie, gdy staramy się jak najlepiej zaplanować i zrobić coś - i nie idzie to tak - jak byśmy chcieli. Sprawy układają się nie po naszej myśli. Tymoteusz czuł podobnie, gdy myślał, że jest za młody, zbyt niedoświadczony, by pracować ze starszymi kościoła. Paweł zachęca Tymoteusza, mówi, że ​​przez Ducha jesteśmy upoważnieni do służby z Chrystusem. Bóg nie szuka doskonałości, ale pragnie naszej aktywności. Od Chrystusa mamy wszystko to, co potrzebne.



Tematem tego tygodnia jest lament w obliczu naszej nieadekwatności. Synonimami nieadekwatności są; niedobranie, niedopasowanie, nieprzystawanie. Dużo tych słów na „nie”, prawda? Chodzi o to, że bez Boga wszystkie ludzkie wysiłki same z siebie są daremne. Kiedy z wyboru działamy z dala od Boga, odpowiedzią jest lament i pokuta, uznanie naszej nieadekwatności i zależności od Niego. Wezwanie do uwielbienia Psalmu przywołuje wołanie Izraelity powracającego z niewoli babilońskiej, miejsca, w którym czuł się oddzielony od Boga. W Lamentacjach widzimy rozdzierający serce lament nad wygnanymi mieszkańcami Judy. Taki stan został spowodowany niewiernością Bogu. We fragmencie do Tymoteusza Paweł wypowiedział słowa pociechy do swego zrozpaczonego protegowanego, który czuł się nieodpowiedni w roli kaznodziei. W Ewangelii Jezus wskazał „nieadekwatność” wiary swoich uczniów, co sugeruje, że jego naśladowcy powinni być całkowicie od niego zależni.


Wielki rekin i mała łódź



W latach siedemdziesiątych, kto pamięta te lata? Wycieczka do kina była w naszym kraju jedną z niewielu neutralnych politycznie masowych atrakcji, nie licząc czarno-białego TV z dwoma programami państwowej telewizji. Pamiętam moją wyprawę do kina na ten właśnie film, szansa na to, że zostanie pokazany w TV była nikła. W tym thrillerze z 1975 roku „Szczęki” Roy Schneider jako szef policji - Martin Brody, wygłasza jedną z najsłynniejszych kwestii w ówczesnej kinematografii. Po serii ataków rekinów, Brody zatrudnia Matta Hoopera, biologa morskiego (w tej roli Richard Dreyfuss) i Quinta, zawodowego łowcę rekinów (w tej roli Robert Shaw), aby pomogli mu wyśledzić i zabić niebezpiecznego żarłacza białego. Trzej mężczyźni wypływają łodzią Quinta na morze i przystępują do wabienia rekina. Aby go przyciągnąć, Brody wrzuca do wody szczątki ryb. Udaje mu się zwabić morskiego potwora. Kiedy Brody po raz pierwszy widzi żarłacza białego, jest oszołomiony wielkością stworzenia. Zatacza się w stronę Quinta mówiąc: „- Będziesz potrzebował większej łodzi!


W amerykańskiej pop kulturze cytat z Brody'ego to mem, gif, plakat, koszulka i każda inna metoda marketingu, jaką możesz sobie wyobrazić. Odwoływano się do niego dziesiątki razy w programach telewizyjnych, piosenkach i filmach, dzięki czemu jest to slogan mobilizujący każdego, kto staje twarzą w twarz z własnymi ograniczeniami i nieadekwatnością. Wszyscy byliśmy w takim czy innym czasie – w sytuacji, gdy droga naprzód wydaje się tak zniechęcająca, że ​​zdajesz sobie sprawę, że Twoje najmocniejsze strony nie będą mocne i pomocne.


Dwunastu uczniów Jezusa stanęło przed tzw. wyzwaniem „większej łodzi”. Jezus udzielił im lekcji, którą trudno im było zrozumieć, a jeszcze trudniej było przyjąć. Ustanowił wysoki standard przebaczenia, instruując uczniów, aby przebaczali za każdym razem, gdy ich bliźni grzeszy przeciwko nim. Nawet jeśli ktoś skrzywdził ich wiele razy w ten sam sposób, Jezus zażądał od swoich uczniów przebaczenia. Przebaczenie jest trudne we wszelkich okolicznościach, a oczekiwanie Jezusa wydawało się jego naśladowcom nierealne. Uczniowie powiedzieli ekwiwalentnie: „Będziesz potrzebował większej łodzi”. Prosili Jezusa, aby pomnożył ich wiarę. Spójrzmy na relację z Łukasza 17:


5 Apostołowie prosili Pana: «Przymnóż nam wiary!» 6 Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: "Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!", a byłaby wam posłuszna. 7 Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: "Pójdź i siądź do stołu?" 8 Czy nie powie mu raczej: "Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił?" 9 Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? 10 Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać"». ( Łk 17:5-10)


Odpowiedź Jezusa była zaskakująca. Najpierw przedstawił analogię dotyczącą wiary, która zakłóciła tok rozumowania uczniów, a następnie przytoczył przypowieść, która była na pierwszy rzut czymś przytłaczającym. Wyobrażam sobie, że po odpowiedzi Jezusa nastąpiła długa, nieprzyjemna cisza, gdy jego wyznawcy próbowali przetworzyć wstrząsające nauczanie ich przywódcy na temat, który ich zdaniem dotąd rozumieli. Bliższe spojrzenie na ten fragment pokaże, że słowa Jezusa były zachęcające, zwłaszcza dla tych, którzy czują się nieodpowiednimi. Jego słowa nie tylko dodały otuchy 12 uczniom, ale są również błogosławieństwem dla nas.


Akumulator czy bateria?


Przyjrzyjmy się najpierw, dlaczego prośba uczniów o wiarę była chybiona. Zasadniczo apostołowie powiedzieli Jezusowi: „Aby zrobić to, co właśnie powiedziałeś, potrzebujemy większej wiary!” Postrzegali wiarę jako niemal fizyczny towar, który w jakiś sposób przechowywali w sobie – trochę jak posiadanie baterii napełnionych wiarą. Kiedy słuchali nauki Chrystusa i dawali świadectwo o Jego cudach, do ich baterii wiary dodano jednostki wiary, zwiększając ogólny ładunek wiary. Jeśli grzeszyli lub zbyt długo nie łączyli się z Chrystusem, tracili część swojej wiary. Kiedy stanęli przed duchowym wyzwaniem, musieli sprawdzić, czy w baterii wiary jest wystarczająco dużo energii, by zaplanować to, co musieli zrobić. Jeśli nie, musieli spędzać więcej czasu z Jezusem, aby zwiększyć ładunek wiary w akumulatorze. Kiedy uczniowie usłyszeli nauczanie Jezusa o przebaczeniu, doszli do wniosku, że nie mają wystarczającego zapasu wiary w swoich bateriach i poprosili Jezusa o więcej. Chociaż ta analogia może wydawać się nieco zabawna, dokładnie tak wielu z nas postrzega wiarę. Widzimy to jako coś, co gromadzimy i przechowujemy.


Skąd ta wiara?


Aby uczniowie mogli iść trudną drogą Chrystusa, ich rozumienie wiary musiało zostać przemienione i odnowione, podobnie jak nasze.


Jezus nauczał swoich naśladowców, że wiara nie jest towarem do przechowywania, ale owocem związku. Pozwolę sobie powtórzyć: wiara nie jest towarem, który należy przechowywać; wiara jest owocem związku.


Nie gromadzimy wiary i nie mamy własnej prawdziwej wiary. Wiara opisuje raczej stan przekonania, że ​​Jezus jest godny zaufania, w szczególny sposób, oparty na naszych doświadczeniach z Nim w przeszłości. Nie będziemy wierzyć w Jezusa na wszystkie sposoby i we wszystkie rzeczy w tym życiu. Jeśli spróbujesz to szybko się wypalisz. Nasze umysły są ograniczone w swojej zdolności do całkowitego oddzielenia się od naszej ziemskiej wiedzy i doświadczenia. Jesteśmy jednak w stanie uwierzyć w jego słowo, gdy poznamy go lepiej. Na przykład, gdybym był chory i Bóg cudownie mnie uzdrowił, poznałbym, że Bóg jest uzdrowicielem. Jeśli ktoś, na kim mi zależy, zachoruje i jeśli w modlitwie Bóg pokaże mi, że moja ukochana osoba zostanie uzdrowiona, będę miała wiarę, że ta osoba całkowicie wyzdrowieje. Wierzę nie z powodu jakiejś nagromadzonej mocy, w której mogę się zanurzyć w razie potrzeby. Raczej - mam wiarę, ponieważ poznałem Boga jako uzdrowiciela. Jestem przekonany o jego dobroci i mocy.


Dlatego Jezus powiedział, że wszystko, czego potrzebujemy, to odrobina wiary — tylko wiara ziarnka gorczycy. Wiara ma z nami niewiele wspólnego, a wszystko z nim. To nie moc naszej wiary zmienia rzeczy, ale raczej wiara w jego moc. Nie kierujemy mocą Boga naszą wiarą i modlitwami, dyktując Mu, co chcemy, aby zrobił. Zamiast tego staramy się rozeznać Jego wolę w modlitwie i żyć rzeczywistością Jego słowa. Chrześcijanie zbyt często myślą, że to nasze pragnienia i wiara katalizują Boże działanie. To działanie Boga powinno kształtować naszą wiarę. Jeśli jestem przekonany, że Bóg jest uzdrowicielem, to wystarczy, by uwierzyć słowu Bożemu, kiedy mówi do mnie o uzdrowieniu. Wierzę, że to właśnie oznacza mieć trochę wiary.


Powinno to rzucić nowe światło na to, ile razy w Ewangeliach Jezus powiedział jednemu lub kilku uczniom, że mają małą wiarę. Musimy skonfrontować te stwierdzenia z wielokrotnymi wypowiedziami Jezusa, że ​​wszystko, czego potrzebujemy, to odrobina wiary lub wiara ziarnka gorczycy. Patrząc na to w ten sposób; być może komentarze Chrystusa o małej wierze jego uczniów nie były naganą, ale zachętą — przypomnieniem, że w Nim mają wszystko, czego potrzebują.


Duża łódź to za mało


Uczniowie poprosili o większą łódź, ale Jezus skierował ich do tego, który stworzył ocean. Innymi słowy, Chrystus przeorientował ich ku sobie. Zamiast stawiać siebie w centrum, Jezus objawił, że jest w centrum. To nie ich wewnętrzne przekonanie może posadzić drzewo w morzu. Przeciwnie, jeśli Jezus mówi, że drzewo zostanie posadzone, jego naśladowcy powinni wiernie zachowywać się tak, jakby to już zostało dokonane. W końcu: jaka jest różnica pomiędzy sadzeniem drzew na morzu a chodzeniem po wodzie? Naszą rolą nie jest ustalanie Bożego planu, ale rozeznanie Jego planu. To nie moc uczniów umożliwi im przebaczanie innym, to ich całkowita zależność od mocy Chrystusa działającej przez nich, gdy podążają za prowadzeniem Ducha Świętego. My również jesteśmy zależni tylko od Chrystusa, a wiara nie istnieje bez niego. Nie jest naszym zadaniem „nazywanie i domaganie się” cudów, które chcemy zobaczyć.

Powinniśmy być zdumieni faktem, że naśladowcy Chrystusa mogą służyć jako kanały jego cudownej mocy. W doskonałym świecie ludzie pokornie doceniliby nasze włączenie się w życie Chrystusa. Jesteśmy jednak skłonni do fałszowania dumy. Mamy tendencję do skupiania się na sobie i łatwo byłoby napuszyć się cudami, których jesteśmy świadkami. Być może dlatego Jezus kontynuował swoją lekcję wiary przypowieścią o służbie. Historia opowiedziana przez Jezusa pokazuje, że chrześcijanie mają żyć każdym słowem, które pochodzi z ust Pana. Podążamy za prowadzeniem Ducha Świętego i jesteśmy przez Niego upoważnieni do uczestniczenia w życiu i dziele Chrystusa. Jako słudzy wykonujący polecenia, nie możemy być dumni z tego, co jesteśmy w stanie osiągnąć, ponieważ robimy po prostu tak, jak polecił nam Duch. Nie ma miejsca na dumę.


W odpowiedzi Chrystusa na „niedopasowanie” swoich uczniów, nie starał się, aby jego naśladowcy czuli się lepiej. Nie afirmował ani nie odmawiał modlitwy wzmacniającej, tak jak chcieli. Wręcz przeciwnie — potwierdził ich nieadekwatność! Sami w sobie nie byli w stanie sprostać normom wyznaczonym przez Chrystusa. Jednocześnie ujawnił swoją przemożną wystarczalność i chęć służby dla naszego dobra. To dobra wiadomość dla wszystkich, którzy wzywają imienia Pana.


Wszyscy czasami czujemy się nieprzystosowani. Wszyscy zastanawialiśmy się, czy nasze najlepsze było wystarczająco dobre. Najlepsi rodzice czasami czują się przytłoczeni i bezradni. Najbardziej doświadczeni pastorzy mają tremę albo przeżywają inny kryzys. Najbardziej błyskotliwi naukowcy natkną się na problem, który ich zdaniem przekracza ich możliwości percepcji. Nieadekwatność nie jest dobrym uczuciem; jest jednak częścią normalnego życia chrześcijańskiego. To w naszej niekompatybilności możemy lepiej docenić wystarczalność Chrystusa. Właśnie wtedy uświadamiamy sobie, że bez Niego jesteśmy niczym. Właśnie wtedy przypomina się nam o znaczeniu pokory w naszym życiu. To wtedy można zaufać, że będziemy przekaźnikiem cudów.


W obliczu trudnego wyzwania nie prośmy Boga o większą łódź. Zwróćmy się raczej do Chrystusa. Od Chrystusa mamy wszystko to, co potrzebne.


 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page